Po blisko pół wieku bolesnych eksperymentów na
żywym ciele narodu drżał w posadach na naszych oczach system
społeczno-gospodarczy dumnie ogłoszony ustrojem sprawiedliwości społecznej. Ten
system, który w założeniu genialnych ideologów miał zapewnić ludzkości po
wszystkie czasy niczym nieograniczony dobrobyt.
Mimo buńczucznych zapowiedzi, szczodrze rozdawanych obietnic,
nagłaśniania nielicznych, autentycznych sukcesów oraz głębokiego skrywania o
wiele liczniejszych porażek, nie udało się. Kraj ogarniała pełzająca rewolucja.
Trwająca wiele miesięcy fala strajków i eskalacja żądań płacowych doszczętnie
wyniszczyła słabnącą z dnia na dzień gospodarkę. Każdy, kto żądał więcej,
większy zyskiwał poklask i podnosił poprzeczkę społecznych oczekiwań na poziom
pozostający w sferze niemożliwych do spełnienia marzeń. Z dnia na dzień
radykalizowała się postawa czołowych przywódców Solidarności. Na naradzie w
Radomiu Wałęsa zapowiadał targanie sie z władzą po szczękach, Nikt już nie
panował nad postępującą anarchią. Na większość funkcjonariuszy wszechobecnej
dotąd i wszechwładnej partii komunistycznej padł blady strach.
Zaśnieżona i oblodzona Warszawa szokowała
mnogością antykomunistycznych napisów na murach. -Telewizja kłamie –
informowały przyjezdnych liczne graffiti. Najbardziej widoczne było jednak
hasło Solidarność. Przyciągało wzrok ostrą czerwienią farby. Widniało na
murach, przystankach w rządowych gmachach a nawet na korytarzu przed wejściem
do gabinetu ministra.- Rząd chce zagłodzić naród. Ukrywa żywność, żeby głodni
ludzie zwrócili się przeciw walczącej Solidarności – głosiły wypisane hasła,
których już nikt nie ścierał, nie zrywał i nie polemizował z nimi w rządowych
mediach. Ta bezradność reżymu wyglądała na mocno podejrzaną, Czuło się, że to
może być cisza przed burzą. W sklepach można było zdobyć tylko chleb i mleko. W
przydrożnych gospodach zabrakło nawet zwykłej wódki a za szybą chłodniczej lady
tkwiła smętnie, trzęsąca się galaretka. Wysocy urzędnicy ministerstwa karnie
czekali w bufetowej kolejce na skromne kanapki śniadaniowe. Dla spóźnionych
zostało już tylko drożdżowe ciasto.