Wieści z Zaścianka –
Kwiecień AD 1996
Czołem mieszczanie
Oj pozmieniało się u nas pozmieniało. Przez ostatnich
kilkanaście lat wiało przeważnie od Zachodu. Wiatry porywiste były, ale ciepłe
i pożyteczne. A ile marek i dolarów przywiało do naszego miasteczka, a teraz
co? Jak tego Kwaśniewskiego neopoganie przepchnęli na prezydenta, to wiatr się
odwrócił i od bolszewickiej strony wieje, a zima sroga od połowy listopada
ziemię w okowach mrozu trzyma. Kwiecień już, a czubek mojej porzeczki ledwie
spod śniegu widać. Wielkanoc za kilka dni, a tu ziemia na półtora metra w głąb
zamarznięta jak skała. Patrzę przez okno i myślę sobie, kiedy my biedni
mieszczanie cebulę i ogórki siać będziemy. Tak mi się przykro zrobiło, że
flaszkę pocieszycielki z tajnego schowka wydobyłem. Klarowna jak kryształ, na
czystym cukrze robiona. Nalałem sobie pół szklanki i już miałem wychylić, a tu
do drzwi ktoś łomocze. Antek psia jucha, ani chybi – myślę sobie. Ten obwieś na
dwa kilometry wyczuje gdzie piją. Nie omyliłem się. Antek drzwi otworzył i od
progu krzyczy. – Sołtysie burmistrz Gaworski za sto tysięcy marek Kamieńsk
Krzyżakom sprzedał. Na Wrzoskach zamek będą stawiać z komnatami na 500 osób. Na
Rynku tylko o tym mówią, ze ci Krzyżacy na nową wiarę będą nas nawracać. Jeden
z radnych nawet listy do proboszcza i biskupa śle, aby nas w obronę wzięli i to
niemieckie tałatajstwo kropidłami precz przepędzili. Próbowałem Antkowi
przerwać, ale ten tak się rozklekotał i takie głupoty gadał, że w żaden sposób
powstrzymać go nie mogłem. Dopiero, gdy mu tę wielką flaszkę pokazałem, od razu
zaniemówił, bo mu język z łakomstwa do du.. uciekł. Co miałem w szklance nalane
podałem Antkowi. Wypił jednym haustem, micha mu się rozjaśniła, oczy zabłysnęły
z ukontentowania. – O sołtysie, dawno takiej nie piłem. Wypiłem swoją porcję i
mówię do niego w te słowa: - Antek ty durniu. To nie żadni Krzyżacy tylko Różokrzyżowcy
zdewastowany ośrodek turystyczny na Wrzoskach kupić chcieli. A ty i tobie
podobni żadnego nawracania obawiać się nie musicie, bo formacja religijna
głupków i oszołomów nie przyjmuje. Ciebie lebiego należałoby jednak nawrócić na
wiarę abstynencji, boś pijak i barłoga. Skończyłem gadać, a Antek milczał teraz
jak zaklęty i tylko maślanym wzrokiem na flaszkę spoglądał. Nie miałem innego
wyjścia jak kolejkę powtórzyć, toast wznosząc pod wielkanocne jajko. Przedrzemaliśmy
się z godzinkę i toast powtórzyliśmy w intencji opamiętania naszych rodzimych
oszołomów. Dno się w butelce pokazało, kazałem, więc Antkowi do domu iść się
wyspać, a jutro w kościele się wyspowiadać, żeby na Rezurekcji Zmartwychwstałego
z czystym sumieniem powitać. Tego czystego sumienia i czystego serca Wam drodzy
mieszczanie, jaki i sobie z okazji Wielkanocy życzę. Wesołego jajeczka także. Wasz
sołtys.