środa, 8 sierpnia 2012

Wieści z Zaścianka I


Wieści z Zaścianka – Kwiecień AD 1996

                                                    Czołem mieszczanie

Oj pozmieniało się u nas pozmieniało. Przez ostatnich kilkanaście lat wiało przeważnie od Zachodu. Wiatry porywiste były, ale ciepłe i pożyteczne. A ile marek i dolarów przywiało do naszego miasteczka, a teraz co? Jak tego Kwaśniewskiego neopoganie przepchnęli na prezydenta, to wiatr się odwrócił i od bolszewickiej strony wieje, a zima sroga od połowy listopada ziemię w okowach mrozu trzyma. Kwiecień już, a czubek mojej porzeczki ledwie spod śniegu widać. Wielkanoc za kilka dni, a tu ziemia na półtora metra w głąb zamarznięta jak skała. Patrzę przez okno i myślę sobie, kiedy my biedni mieszczanie cebulę i ogórki siać będziemy. Tak mi się przykro zrobiło, że flaszkę pocieszycielki z tajnego schowka wydobyłem. Klarowna jak kryształ, na czystym cukrze robiona. Nalałem sobie pół szklanki i już miałem wychylić, a tu do drzwi ktoś łomocze. Antek psia jucha, ani chybi – myślę sobie. Ten obwieś na dwa kilometry wyczuje gdzie piją. Nie omyliłem się. Antek drzwi otworzył i od progu krzyczy. – Sołtysie burmistrz Gaworski za sto tysięcy marek Kamieńsk Krzyżakom sprzedał. Na Wrzoskach zamek będą stawiać z komnatami na 500 osób. Na Rynku tylko o tym mówią, ze ci Krzyżacy na nową wiarę będą nas nawracać. Jeden z radnych nawet listy do proboszcza i biskupa śle, aby nas w obronę wzięli i to niemieckie tałatajstwo kropidłami precz przepędzili. Próbowałem Antkowi przerwać, ale ten tak się rozklekotał i takie głupoty gadał, że w żaden sposób powstrzymać go nie mogłem. Dopiero, gdy mu tę wielką flaszkę pokazałem, od razu zaniemówił, bo mu język z łakomstwa do du.. uciekł. Co miałem w szklance nalane podałem Antkowi. Wypił jednym haustem, micha mu się rozjaśniła, oczy zabłysnęły z ukontentowania. – O sołtysie, dawno takiej nie piłem. Wypiłem swoją porcję i mówię do niego w te słowa: - Antek ty durniu. To nie żadni Krzyżacy tylko Różokrzyżowcy zdewastowany ośrodek turystyczny na Wrzoskach kupić chcieli. A ty i tobie podobni żadnego nawracania obawiać się nie musicie, bo formacja religijna głupków i oszołomów nie przyjmuje. Ciebie lebiego należałoby jednak nawrócić na wiarę abstynencji, boś pijak i barłoga. Skończyłem gadać, a Antek milczał teraz jak zaklęty i tylko maślanym wzrokiem na flaszkę spoglądał. Nie miałem innego wyjścia jak kolejkę powtórzyć, toast wznosząc pod wielkanocne jajko. Przedrzemaliśmy się z godzinkę i toast powtórzyliśmy w intencji opamiętania naszych rodzimych oszołomów. Dno się w butelce pokazało, kazałem, więc Antkowi do domu iść się wyspać, a jutro w kościele się wyspowiadać, żeby na Rezurekcji Zmartwychwstałego z czystym sumieniem powitać. Tego czystego sumienia i czystego serca Wam drodzy mieszczanie, jaki i sobie z okazji Wielkanocy życzę. Wesołego jajeczka także. Wasz sołtys.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz