Bajka dla dorosłych czyli, jak ojciec i syn Turlejkowie Kamieńsk przed
Różokrzyżakami
uratowali
Roku Pańskiego 1996 dziwne plagi
spadły na sławetną Ziemię Kamieńszczańską. Naprzód zima się sroga ustanowiła, a
tęgi mróz trzymał bezlitośnie ziemię w okowach lodu. Pozamarzały ujęcia wody,
więc bydlęta i lud miejscowy wielkie pragnienie miały w czym zarządca miejscowy
Gaworek ulgę im sprawił, nakaz swym służbom wydając, aby wodę dowoziły
wszelkiemu stworzeniu, dla ugaszenia kaca wszechobecnego. Lud kamieńszczański
przepełniony wdzięcznością owe pragnienie gasił i wiosny rychłej wyglądał.
Tymczasem jak grom z jasnego nieba wieść poszła po mieście prześwietnym i
wioskach przyległych, że zastępy Różowych Krzyżaków z dalekiego germańskiego
Hanoweru ruszyły ku Kamieńskowi uzbrojone po zęby w broń zaiste
najskuteczniejszą, pod kryptonimem DM, czyli marki niemieckiej zakamuflowaną.
Jak wieść gminna niesie mieli ci, Różokrzyżacy opanować rubież miasta Wrzoskami
zwaną, gdzie dawny Wójt Michał popierany przez rajcę Turlejka, piłą i ogniem
spustoszenie przed kilkoma laty poczynił. W obronie grodu z nadania królowej
Elżbiety mieszczanie Turlejkowie ojciec z synem stanęli odważnie, zaraz potem
jak spisek niecny wykryli, uknuty przez zarządców miasta. Otóż miejscowy mistrz
Gaworek i wicemistrz Liberda z poselstwem germańskim się zwąchali i wielce
urodzajne piaski na peryferiach hanowerczykom zamierzali przekazać, a ci zamek
potężny mieli tam budować, dla zdegenerowanej sekty germańskiej, czyhającej na
niewinne duszyczki miejscowych dziatek, co ledwie trawkę zaczynały palić i
heroinę smakować i na cnotę miejscowych dziewic, które za niemieckie, wredne
pieniądze zamierzali pohańbić. Tedy ojciec z synem Turlejkowie, jak na
prawdziwych obrońców wiary i moralności przystało, na papierze czerpanym (z
funduszy Wspólnoty Gruntowo-Leśnej) plakaty rozwiesili na rogatkach miasta
przesławnego, czerwone pieczęcie na nich z rozpaczy stawiając. W ten sposób
bili na trwogę głosząc, że nieprzyjaciel blisko i miasta trzeba bronić, a najpierw z
Gaworkiem i Liberdą rozprawić się ostatecznie, apanaże i profity odebrać,
fotele ich przy okazji zająć i sobie samym tęgo kiesę nabić. Stronników na
gwałt szukali wokół, śląc pisma do miejscowego proboszcza i metropolity
częstochowskiego, aby pomocy przeciwko Różowym Krzyżakom udzielili, a także
Szklane Pudełko Radomszczańskie
uruchomili, co by potwierdziło mieszczanom, że niecny zamach na ich swobody
wyznaniowe został zamierzony. Zaiste straszne to nieszczęście by się stało, jeśliby
heretycy z dalekiej Germanii żyzne piaski na Wrzoskach zajęli, no bo gdzie
mieszczanie wszelkie brzydkie odpady i śmieci składować by mieli, a od
zagajników cuchnąc by przestało i ten miły dla ojca i syna zapaszek na zawsze
mógłby zaniknąć.
Niestety mieszczanie
kamieńszczańscy dziwnie obojętni okazali się na piśmienne przestrogi
miejscowych patriotów i zamiast wały obronne sypać na przedmieściach, codziennym
zwykłym zajęciom się oddawali, albowiem z marką niemiecką od dawna zapoznani
wcale się jej przybycia nie obawiali, a nawet ciekawi byli, co za sprawą
przybyszów w sennym miasteczku zdarzyć się może. Nie przestraszyli się larum
granego wniebogłosy przez ojca i syna, biorąc całe zamieszanie za kolejną hecę przez
Turlejków rozpętaną. Szkoda tylko, że władze miasta ogony podwinąwszy pod
siebie szybko pakt z Germańcami zerwały pozbawiając miasto jedynej w swoim
rodzaju szansy na cywilizacyjny awans. W taki właśnie sposób ojciec i syn
Turlejkowie ocalili miasto od szwabskiego najazdu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz