poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Różokrzyżacy w Kamieńsku



Bajka dla dorosłych czyli, jak ojciec i syn Turlejkowie Kamieńsk przed Różokrzyżakami
uratowali



Roku Pańskiego 1996 dziwne plagi spadły na sławetną Ziemię Kamieńszczańską. Naprzód zima się sroga ustanowiła, a tęgi mróz trzymał bezlitośnie ziemię w okowach lodu. Pozamarzały ujęcia wody, więc bydlęta i lud miejscowy wielkie pragnienie miały w czym zarządca miejscowy Gaworek ulgę im sprawił, nakaz swym służbom wydając, aby wodę dowoziły wszelkiemu stworzeniu, dla ugaszenia kaca wszechobecnego. Lud kamieńszczański przepełniony wdzięcznością owe pragnienie gasił i wiosny rychłej wyglądał. Tymczasem jak grom z jasnego nieba wieść poszła po mieście prześwietnym i wioskach przyległych, że zastępy Różowych Krzyżaków z dalekiego germańskiego Hanoweru ruszyły ku Kamieńskowi uzbrojone po zęby w broń zaiste najskuteczniejszą, pod kryptonimem DM, czyli marki niemieckiej zakamuflowaną. Jak wieść gminna niesie mieli ci, Różokrzyżacy opanować rubież miasta Wrzoskami zwaną, gdzie dawny Wójt Michał popierany przez rajcę Turlejka, piłą i ogniem spustoszenie przed kilkoma laty poczynił. W obronie grodu z nadania królowej Elżbiety mieszczanie Turlejkowie ojciec z synem stanęli odważnie, zaraz potem jak spisek niecny wykryli, uknuty przez zarządców miasta. Otóż miejscowy mistrz Gaworek i wicemistrz Liberda z poselstwem germańskim się zwąchali i wielce urodzajne piaski na peryferiach hanowerczykom zamierzali przekazać, a ci zamek potężny mieli tam budować, dla zdegenerowanej sekty germańskiej, czyhającej na niewinne duszyczki miejscowych dziatek, co ledwie trawkę zaczynały palić i heroinę smakować i na cnotę miejscowych dziewic, które za niemieckie, wredne pieniądze zamierzali pohańbić. Tedy ojciec z synem Turlejkowie, jak na prawdziwych obrońców wiary i moralności przystało, na papierze czerpanym (z funduszy Wspólnoty Gruntowo-Leśnej) plakaty rozwiesili na rogatkach miasta przesławnego, czerwone pieczęcie na nich z rozpaczy stawiając. W ten sposób bili na trwogę głosząc, że nieprzyjaciel blisko i miasta trzeba bronić, a najpierw z Gaworkiem i Liberdą rozprawić się ostatecznie, apanaże i profity odebrać, fotele ich przy okazji zająć i sobie samym tęgo kiesę nabić. Stronników na gwałt szukali wokół, śląc pisma do miejscowego proboszcza i metropolity częstochowskiego, aby pomocy przeciwko Różowym Krzyżakom udzielili, a także Szklane  Pudełko Radomszczańskie uruchomili, co by potwierdziło mieszczanom, że niecny zamach na ich swobody wyznaniowe został zamierzony. Zaiste straszne to nieszczęście by się stało, jeśliby heretycy z dalekiej Germanii żyzne piaski na Wrzoskach zajęli, no bo gdzie mieszczanie wszelkie brzydkie odpady i śmieci składować by mieli, a od zagajników cuchnąc by przestało i ten miły dla ojca i syna zapaszek na zawsze mógłby zaniknąć.
              Niestety mieszczanie kamieńszczańscy dziwnie obojętni okazali się na piśmienne przestrogi miejscowych patriotów i zamiast wały obronne sypać na przedmieściach, codziennym zwykłym zajęciom się oddawali, albowiem z marką niemiecką od dawna zapoznani wcale się jej przybycia nie obawiali, a nawet ciekawi byli, co za sprawą przybyszów w sennym miasteczku zdarzyć się może. Nie przestraszyli się larum granego wniebogłosy przez ojca i syna, biorąc całe zamieszanie za kolejną hecę przez Turlejków rozpętaną. Szkoda tylko, że władze miasta ogony podwinąwszy pod siebie szybko pakt z Germańcami zerwały pozbawiając miasto jedynej w swoim rodzaju szansy na cywilizacyjny awans. W taki właśnie sposób ojciec i syn Turlejkowie ocalili miasto od szwabskiego najazdu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz