Wieści z zaścianka – listopad 1995 rok
Czołem mieszczanie
Zima przyszła tak jakoś nagle. Węgiel znów podrożał, to
więcej go oszczędzam. W chałupie chłodno. Za to w polityce gorąco. Oj, gorąco
było. Tuż przed drugą turą zapowiedzieli podwyżkę cen alkoholu. Mnie to nie
dotyczy, bo odkąd prześwietna rada zakazała pić publicznie pod karą grzywny,
boję się z flaszką po ulicy chodzić. Po co złego kusić. Niejeden z radnych nic
dobrego w życiu nie zrobił, bo nie potrafi, będzie się chciał czymś wykazać i
umyśli sobie sołtysa na pijaństwie nakryć. Ot i nieszczęście gotowe. Urzędu
honorowego pozbawić mnie mogą, a że taki ja magister jak Kwaśniewski, mogę się
później nigdzie nie załapać. Tak sobie w oknie siedzę i na porzeczkę opadłą z
liści patrzę. Tęskno mi za ciepłym latem. Nagle drzwi się otwierają z trzaskiem
i Antek wpada jak z katapulty i na progu krzyczy:
- Sołtysie źle się dzieje! Krew mnie zalała, Przerwałem mu i
powiedziałem: - Antek ty jak do obory wchodzisz. Ani me, ani be, ani kukuryku.
Kiedy się ty jakiejś kultury nauczysz? Na prezydenta chciałeś kandydować, a u
sołtysa w domu nie umiesz się zachować, ale Antek hardy i nie dał się zbić z
tropu.
- Sołtysie mówi: Posłuchaj! Starsze kobiety na Rynku się
zebrały i mówią, że wojna będzie, jeśli komunistę wybiorą prezydentem. Podobno
od księdza słyszały, że Ruskie wejdą do Polski. Lepiej suchy kawał chleba
zjeść, żeby tylko spokój był. Na Wałęsę trzeba głosować, bo on komunę i Ruskich
za gardło trzyma. Jak z Jelcynem popijali, to ten mu obiecał, że do NATO możemy
się zapisać. Wprawdzie, kiedy Jelcyn otrzeźwiał wszystkiego się wyparł, ale
Wałęsa twierdzi, że na piśmie ma.
- Jak na Antka krzyknę: Czy ty wiesz, że Ruskie wszystko ci
podpiszą, ale niczego nie dotrzymają. Antek nie zwrócił uwagi na to, co mówiłem
i dalej nadawał.
- Ciotka moja gadała, że Kwaśniewski każe wszystkie dzieci
poczęte wyskrobać, a staruszków uśpić, żeby emerytur im nie wypłacać. Ta wredna
komuna naród wykończy. Kółko różańcowe drze się wniebogłosy: Nie dopuścimy
szatana! - Sołtysie ludzi zbieraj, pójdziemy
bić komunistów! Odbierzemy im sierp i młot, a wtedy będziemy prać gdzie i czym popadnie.
- Sołtysie prać? – O ty durniu powiedziałem. Jak ty teraz
komunistę rozpoznasz? Jedni zostali liberałami, inni przy księdzu do mszy
służą, a jeszcze inni, ci najbardziej nawróceniu dawnych towarzyszy tropią do
utraty tchu. Czy widzisz u nas w Kamieńsku choć jednego komucha?
Zaczęliśmy się kłócić, więc żeby była zgoda wyciągnąłem
półlitrówkę własnej roboty. Na jej widok Antek się rozpromienił. Taki już był,
jucha. Jak wypiliśmy po dwie szklanki był cały w skowronkach. Zdrzemnąłem się
po wypiciu i miałem sen. Kwaśniewski wygrał wybory. Do Kamieńska bolszewicy
weszli. Chodzili po Rynku z kałasznikami. Denaturat wypili we wszystkich
sklepach. Antek do partyzantki wstąpił. Chodził po zaułkach i podśpiewywał coś
sprośnego. Jak się obudziłem pamiętałem tylko cztery linijki, które brzmiały:
- Szumią drzewa
lecą liście
Nie daj du.. komuniście.
Jak się partia
o tym dowi
To ci du..
upaństwowi.
Tfu. Otrząsnąłem się. Sen mara, Bóg wiara. Popatrzyłem na
miasteczko. Nic się nie zmieniło. W sklepach towary bez kartek. Bezrobotni
kuroniówki przepijają. Samo życie. Boże Narodzenie się zbliża, więc życzę wam
drodzy mieszczanie urodzaju na cebulę i ogórki oraz zdrowia i wszelkiej
pomyślności.
Wasz sołtys
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz